23 stycznia 2017

Fanfik, Natalia Osińska


Czym tak naprawdę skusił mnie wobec siebie „Fanfik”? Co sprawiło, że sięgnęłam po książkę, która na pierwszy rzut oka niczym szczególnym mnie do siebie nie przyciągnęła? Po części z pewnością moje zainteresowanie tą powieścią wiąże się z jej tytułem – tematyka fanfików nie jest mi obca, kiedyś przez wiele lat sama je pisałam, teraz jednak pozostaję jedynie ich wierną czytelniczką – oczywiście w zależności od fandomu, w którym się obecnie znajduję. Dawniej na fanfiki patrzono z góry, teraz jednak coraz bardziej stają się one codziennością jako kreatywna forma wyrażania siebie, co naprawdę bardzo mnie cieszy. Po drugie, nie ukrywam, w tym roku chciałabym dać większą szansę polskim autorom, czego w 2016 niestety nie zrobiłam. Polska twórczość ma w sobie bardzo wiele do zaoferowania i ucieczka przed nią jest kompletnie niepotrzebna. Czy w tym przypadku jednak było warto się na tę powieść skusić? 

Świat szesnastoletniej Tosi obraca się wokół trzech rzeczy: zapracowanego ojca, który miewa poważne problemy ze zdrowiem, autorytatywnej ciotki, która zdaje się doskonale wiedzieć, co jest dla Tosi najlepsze i tabletek, które sprawiają, że nie nienawidzi ona tak bardzo wszystkich dookoła i samej siebie jak wówczas, gdy ich nie spożywa. Co się jednak stanie, gdy Tosia postanowi nie być już grzeczną i ułożoną dziewczyną? Co, jeżeli Tosia postanowi być w końcu po prostu... sobą? 

Sięgając po tę książkę spodziewałam się lekkiej i „odmóżdżającej” lektury, o której pewnie szybko zapomnę, a która jednak w jakiś sposób umili mi najbliższe dni. Przyznam szczerze, że miałam bardzo mylne wyobrażenie o tej powieści. Okazało się bowiem, że jest to zaskakująco mądra, w pewien sposób również poruszająca lektura podejmująca temat, o którym powinno się mówić znacznie, znacznie więcej. Więcej po to, aby stał się on bezpieczną rzeczywistością dla osób, które nie wpasowyują się w heteronormatywne schematy, a które mogą i powinny czuć się w 100% sobą bez spotykania się z potępieniem czy ostracyzmem. 

Natalia Osińska swoją powieść napisała z zaskakującą lekkością pióra, dzięki czemu „Fanfik” czyta się naprawdę szybko i przyjemnie. Przeczytanie tej lektury zajęło mi zaledwie kilka godzin, dlatego z czystym sumieniem mogę uznać, że przez tę książkę dosłownie się płynie, pomimo tego, że język autorki nie jest wybitnie wyszukany. Dzięki nie tak małej dawce humoru książka ta – pomimo tego, że porusza dosyć ciężki temat – jest naprawdę przyjemną, ciekawą lekturą, a to zdecydowanie największa zaleta tej powieści.

„Fanfik” opowiada o osobie transseksualnej, walczącej o akceptację i zrozumienie w świecie, w którym – nie oszukujmy się – ciężko jest te aspekty pozyskać osobom nie-heteronormatywnym. To opowieść o Tośce, która wcale Tośką nie jest – jest Tośkiem, nieco krnąbrnym, nieusłuchanym, z trudnością znoszącym kompromisy, ale jednak Tośkiem. To piękna opowieść o tym, jak w momencie zrozumienia tego, kim tak naprawdę się jest i kim chce się być cały świat staje przed daną osobą otworem. Absolutnie zachwyciło mnie to, z jaką ulgą i radością Tosiek przyjął swoją nową rzeczywistość i jak szybko poczuł komfort w swoim własnym ciele, które wcześniej kompletnie zdwało się do niego nie pasować.

Dlaczego uważam „Fanfik” za najważniejszą młodzieżową książkę 2016 roku i dlaczego jest ona moim zdaniem absolutnym must read tego roku? 

Po pierwsze: bezprecedensowo łamie okropny schemat i przekonanie, że wątki LGBT+ mogą i powinny kończyć się tylko i wyłącznie w dramatyczny sposób. „Fanfik” może i ma nieco bajkowy klimat, jednak czy jest z tego powodu nierzeczywisty? Absolutnie nie! Kompletnie nie rozumiem przekonania niektórych osób, że wątki te muszą kończyć się nieszczęśliwie, nie rozumiem również, jak niektórzy z was, blogerów, mogą uważać, że dla prawdziwości tej tematyki wymagana jest tona łez, absolutny brak akceptacji ze strony środowiska i bliskich osób (tj. rodziny i przyjaciół). Z takimi bowiem recenzjami spotkałam się w przypadku książki „Simon oraz inni homo sapiens” Becky Arbertalli, co, szczerze mówiąc, nie mieści mi się w głowie. Czy nie-heteronormatywne osoby nie zasługują na happy ending? Czy ich życie musi być usłane nieustannym pasmem rozczarowań, nieszczęść i porażek, aby ziściło się wasze wyobrażenie o „prawdziwości” tego, jak wygląda ich życie? Czy tylko w takiej formie niektórzy z was są w stanie zaakceptować istnienie społeczności LGBT+? „Fanfik” daje nadzieję, której tak wiele młodych osób potrzebuje, kiedy dociera do nich, że wyłamują się z przyjętych współcześnie schematów. Daje nadzieję na to, że nie każdy odwróci się od nas plecami, że spotkamy się nie tylko z nienawiścią i potępieniem. Na akceptację i miłość zasługuje absolutnie każdy, a „Fanfik” w piękny, kolorowy, pocieszający sposób pokazuje, że jest to jak najbardziej możliwe. 

Po drugie: podjęcie tematu transseksualizmu. Wiele osób, w tym przede wszystkim media, zdaje się zapominać, że społeczność LGBT+ to nie tylko geje i lesbijki. Pozostałe literki też coś znaczą, są równie ważne, równie istotne w tym krótkim wyrażeniu, jednak ich reprezentacja w porównaniu z dwiema pierwszymi jest niestety znacznie mniejsza. Natalia Osińska podejmuje temat, o którym nie mówi się wiele, a powinno. Jestem pewna, że bardzo wiele osób może utożsamić się z Tośkiem, wejść w jego skórę i poczuć, że dla nich również jest miejsce na tym świecie (bo oczywiście, że jest! Dlaczego w ogóle miałoby go nie być?). Naprawdę wierzę, że „Fanfik” może nieść pocieszenie osobom, które poddają pod wątpliwość swoją tożsamość i jeszcze nie dotarły do tego, kim się czują i kim tak naprawdę chcą być. 

Jedyna rzecz, którą chcę tej książce zarzucić to naprawdę kiepska żeńska reprezentacja, a tego od dłuższego czasu w literaturze poszukuję najbardziej. Nie wszystkie dziewczyny to, za przeproszeniem, zołzy, a tak właśnie zostały one przedstawione w „Fanfiku”. Klasowa elita niewiele różni się od Reginy George i jej ekipy z filmu „Mean Girls”, co jest jednocześnie bardzo stereotypowym podejściem. Zabrakło mi tutaj dziewczyn miłych, dojrzałych (w zakresie, w jakim można mówić o dojrzałości w wieku 16 lat), inteligentnych, które byłyby najzwyczajniej w świecie pozytywnymi bohaterkami tej książki. Niestety, każda z nich została przedstawiona negatywnie, jako postacie albo autorytatywne (w przypadku cioci Idalii), albo powierzchowne, puste i próżne (jak dziewczyny z klasy Tośka). To, oraz co jakiś czas pojawiające się „nieprzyjemne” komentarze ze strony Tośka wobec płci pięknej dały mi do myślenia, że chyba jednak mam tutaj do czynienia z mizoginią, czego absolutnie i z całego serca nienawidzę. 

Tematyka fanfiction nie jest tutaj poruszona tak szeroko, jak w przypadku „Fangirl” Rainbow Rowell, gdzie co jakiś czas pojawiały się fragmenty opowiadania pisanego przez główną bohaterkę. Tutaj fanfiction zdaje się pełnić rolę tła dla wydarzeń, jednak nie tła tak kompletnie pozbawionego znaczenia. Pisanie fanfików dla Tośka jest rodzajem odskoczni, to pewnego rodzaju miejsce, w którym czuje się on bezpiecznie, a komentarze i wsparcie czytelników dodają mu sił w walce o akceptację i zrozumienie wśród osób, od których najbardziej on tego potrzebuje. I ja, przyznam szczerze, doskonale to rozumiem, bo dla mnie pisanie i czytanie fanfiction było dokładnie tym samym, kiedy sama próbowałam odnaleźć swoją tożsamość. Autorka ujęła tę tematykę w sposób całkowicie naturalny, co nie wymaga wyjaśnień ani jakiegokolwiek rodzaju tłumaczeń, co chyba najlepiej zrozumieją osoby, dla których fanfiki mają swoistego rodzaju miejsce w ich własnej rzeczywistości. 

Gdyby nie mizoginistyczne aspekty tej książki i bohater, którego z kilku powodów (wybujałe ego, nieustanna, irytująca płaczliwość, zachowanie warte drama queen) i mimo moich usilnych starań nie udało mi się polubić, wówczas z pewnością oceniłabym tę książkę trochę lepiej i być może już teraz stałaby się ona moją ulubioną powieścią przeczytaną w 2017 roku. Niestety, tak nie jest, mimo wszystko darzę tę powieść bardzo silnym uczuciem i jestem wdzięczna autorce za podjęcie tematu transseksualizmu z takim wdziękiem, delikatnością i całkowitą naturalnością, na jaką z całą pewnością zasługuje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy opublikowany komentarz, opinia czytelników mojego bloga naprawdę wiele dla mnie znaczy i gorąco motywuje do dalszego pisania.