27 marca 2017

Trylogia o Marze Dyer, Michelle Hodkin


Z Marą Dyer spotkałam się po raz pierwszy prawie dwa lata temu, gdy w czasie wakacji naszła mnie ochota na przeczytanie jakiejś niezobowiązującej młodzieżówki z dreszczykiem w tle – po recenzjach wywnioskowałam, że pierwszy tom tej trylogii byłby ku temu idealny. Pomimo tego, że nie mogłam się od tej powieści oderwać i zakochałam się w niej dosłownie bez pamięci to jednak musiało minąć sporo czasu, zanim nadarzyła się okazja, aby sięgnąć po kontynuację tej cudownej i porywającej lektury. Tym sposobem dopiero teraz przeczytałam pozostałe tomy tej trylogii i moja opinia o nich jest na dobrą sprawę równa opinii o pierwszej części – te książki są naprawdę fantastyczne. 

Bohaterką trylogii jest Mara Dyer, nastolatka, która musi zmierzyć się z ogromną stratą. W dziwnych okolicznościach podczas wizyty w zamkniętym szpitalu psychiatrycznym ginie jej najlepsza przyjaciółka, jej chłopak oraz jego siostra. Mara jest jedyną osobą, która z tragedii wychodzi cało i w próbie ułożenia sobie życia na nowo wraz z rodziną przenosi się na Florydę. Nowe miejsce ma pomóc dziewczynie stanąć na nogi i zacząć normalnie funkcjonować, kiedy jednak wokół nastolatki zaczynają dziać się dziwaczne, niewytłumaczalne zjawiska sytuacja staje się znacznie bardziej skomplikowana i jeszcze bardziej tajemnicza. 

Kocham, po prostu kocham tę trylogię. Tyle jest w niej napięcia, tyle nieprzewidywalnych sytuacji, tyle wartkiej akcji, że oderwanie się od tych książek niemalże graniczyło z cudem! Jestem pełna podziwu dla autorki za opisywanie takich wydarzeń, które sprawiały, że czytałam te powieści z zapartym tchem. Na ich kartach jest niesamowicie wiele sytuacji, które sprawiały, że serce zaczynało mi bić w niemożliwie szybkim tempie, że ciężko było o złapanie choć odrobiny tchu od akcji, która chwilami pędziła jak szalona (oczywiście w tym pozytywnym sensie). Naprawdę nie sposób się nudzić podczas lektury tej trylogii, sceny dramatyczne ustępujące miejsca scenom pełnym wzruszeń, scenom mrożącym krew w żyłach czy scenom pełnym humoru, co sprawiało, że czytanie tych powieści dostarczało mi naprawdę niesamowicie dużo wrażeń. 

Balansowałam na krawędzi koszmaru i pamięci, niezdolna rozstrzygnąć, co jest czym.

Zdecydowanie największym atutem tej trylogii jest jej klimat – trochę psychodeliczny, trochę oniryczny i zdecydowanie bardzo tajemniczy. Widać to szczególnie dobrze w pierwszym tomie, gdzie tak naprawdę nie do końca wiadomo co jest snem, a co rzeczywistością, gdzie autorka tak zgrabnie potrafi zmylić czytelnika, że nie raz musiałam przystanąć podczas lektury, zastanowić się nad tym, co przed chwilą przeczytałam i spróbować znaleźć dla danej sytuacji jakieś sensowne wytłumaczenie. Ta atmosfera halucynacji i omamów sprawiała, że ja sama czułam się w wielu momentach bardzo zagubiona, często miałam wrażenie, jakbym brnęła przez mgłę (równie mocno co główna bohaterka tej powieści, ponieważ ona sama początkowo kompletnie nie odnajdywała się w swojej sytuacji) i próbowała nadać sens temu, co było bardzo niejasne. Dawno nie spotkałam się z tak wyrazistym klimatem grozy, suspensu i subtelnego horroru, który solidnie utrzymywałby się przez wszystkie książki trylogii, jak właśnie w przypadku powieści Michelle Hodkin. W swoim życiu przeczytałam naprawdę sporo powieści dla młodzieży, dalej je zresztą czytam i z powodzeniem mogę stwierdzić, że trylogia o Marze Dyer fantastycznie wyróżnia się na ich tle. Ma coś, czego inne powieści Young Adult nie mają, coś, co sprawia, że jest ona powiewem świeżości wśród wiecznie powtarzających się książek tego gatunku – a tym czymś jest właśnie jej cudowny, niepowtarzalny klimat. 

Napisanie, że polubiłam bohaterów tej powieści byłoby zdecydowanie ogromnym niedopowiedzeniem – ja ich tak bardzo pokochałam, że pożegnanie się z nimi podczas odkładania trzeciego tomu na półkę niemalże złamało mi serce. Mara całkowicie mnie sobą oczarowała, pokochałam jej lojalność wobec najbliższych, jej niesamowitą zawziętość, która sprawiła, że nigdy się nie poddawała, brnęła do przodu, niekiedy w bardzo brutalny sposób, zostawiając za sobą krwawe ofiary z ludzi, którzy stanęli na jej drodze. Pokochałam Noah, jego niesamowicie inspirującą pewność siebie, to, jak kompletnie nie przejmował się fałszywym wizerunkiem przypisywanym mu przez innych ludzi, to, że nie udaje kogoś, kim nie jest oraz to, że zdaje sobie sprawę ze swoich wad i absolutnie nie stara się być idealny. Pokochałam Daniela, starszego, zabawnego, bardzo opiekuńczego brata Mary, całą jej rodzinę oraz szalonego, totalnie zwariowanego Jamiego, do którego nie sposób jest nie zapałać sympatią. Pokochałam to, jak niesamowitą drogę ci bohaterowie przeszli oraz jak bardzo zmienili się przez wszystkie te trzy powieści. Podczas czytania trzeciego tomu naprawdę bardzo mocno uderzyło we mnie to, jak niesamowicie się oni zmienili, jak wielkie piętno odcisnęła na nich ta nieprawdopodobna, straszna przygoda, która sprawiła, że zmienili się oni nie do poznania. Michelle Hodkin wykreowała naprawdę rewelacyjnych, bardzo prawdziwych bohaterów, którzy na długo jeszcze pozostaną w moim sercu.

Koszmary senne i halucynacje wzrokowe stały się moją nową rzeczywistością.

Klasycznie, jak to już w przypadku powieści Young Adult bywa także i ta trylogia posiada wątek romantyczny, jednakże z tą różnicą, że jest on zdecydowanie lepiej zarysowany niż w większości przeczytanych przeze mnie książek z tego gatunku. Spodobało mi się to, że relacja między Marą a Noah rozwijała się bardzo powoli, pozwalając na to, aby narodziło się między nimi piękne, szczere uczucie, któremu o dziwo naprawdę mocno kibicowałam. Bardzo nie lubię relacji typu „insta love”, kiedy bohaterowie zakochują się w sobie od pierwszego wejrzenia i mają wrażenie, że jest to miłość na całe życie (o ironię zakrawa fakt, że ledwo się poznają, a już nazywają to uczucie miłością), dlatego cieszę się, że Michelle Hodkin mi tego oszczędziła – dzięki temu uczucie między bohaterami wydawało się być bardzo realne i tak pięknie rzeczywiste, że nie mogłam się powstrzymać przed mimowolnym wzdychaniem podczas opisywanych scen z udziałem tych postaci. Po drugie, jestem zachwycona faktem, że wątek ten nie przysłania indywidualnej podróży, którą odbywają bohaterowie. Bardzo często bywa tak, że bohaterowie poza romansem nie mają tak naprawdę swojego życia, a autorzy/autorki sprawiają, że opisywana relacja zaczyna ich w nieprzyjemny sposób definiować – tego nie ma w tej trylogii. Mara i Noah przeżywają osobne, indywidualne podróże, które pozwalają im na poznanie samych siebie, przetestowanie swoich możliwość i swoich własnych granic, czym jestem szczerze oczarowana. 

Trylogia o Marze Dyer jest jedną z najlepszych trylogii przeczytanych przeze mnie w całym moim życiu, pomimo tego, że nie jest ona pozbawiona wad. Być może pewne wątki mogłyby zostać nieco lepiej zamknięte, a niektóre sytuacje trochę lepiej przez autorkę wyjaśnione, jednak zaskakuje mnie to, że pomimo pewnych minusów jestem tymi książkami tak zachwycona, że nie potrafię nawet skupić się na tych wadach wystarczająco, aby je porządnie opisać. Zapewne przesadzam i daję się ponieść emocjom, jednakże uważam, że akurat te książki zasługują na to, aby to właśnie emocje podyktowały mi sposób napisania tej recenzji. Jeżeli szukacie powieści z bardzo barwnymi, realistycznie przedstawionymi bohaterami, niesamowicie wartką akcją, wątkiem romantycznym przedstawionym w bardzo zdrowy i urzekający sposób oraz cudownym, niekiedy mrożącym krew w żyłach klimatem to ta trylogia jest jak najbardziej dla was. Nie przechodźcie obok niej obojętnie, dajcie jej szansę, a być może tak jak ja poznacie historię, która całkowicie zawładnie waszym sercem. 

Michelle Hodkin jest właśnie w trakcie pisania prawdopodobnej trylogii z punktu widzenia Noah, a jest to najwspanialsza wiadomość, jaką po zapoznaniu się z tymi powieściami mogłam usłyszeć. Cieszę się, że będę miała kolejną szansę powrotu do świata tych bohaterów i spotkania się z nimi raz jeszcze. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy opublikowany komentarz, opinia czytelników mojego bloga naprawdę wiele dla mnie znaczy i gorąco motywuje do dalszego pisania.