19 października 2015

Przypadki Callie i Kaydena, Jessica Sorensen


Przypadek sprawił, że sięgnęłam po tę książkę i nie mogę wyjść ze zdumienia, że gdyby nie on, to zapewne nigdy nie zapoznałabym się bezpośrednio z historią Callie i Kaydena. Nie poznałabym tej rewelacyjnie zaskakującej, przejmującej i interesującej historii, która szybko stała się moją ulubioną opowieścią, która sprawiła, że czytając ją zagryzałam wargi ze zdenerwowania, że każdą kolejną kartkę przewracałam z głodem objawiającym się tylko i wyłącznie w przypadku najlepszych książek. Taką właśnie powieścią są „Przypadki Callie i Kaydena”, powieścią, która porusza do głębi, która hipnotyzuje i nie pozwala się od siebie oderwać. 

Poznajemy tutaj historię dwójki osiemnastolatków, którzy znają się od czasów dzieciństwa, jednak tak na dobrą sprawę poznają się dopiero w momencie, gdy przez przypadek trafiają do tego samego college'u. Callie jest skrytą, nieśmiałą i strachliwą dziewczyną, która stroni od innych ludzi i od sześciu lat skrywa w sobie najmroczniejszy z sekretów, który nie może ujrzeć światła dziennego. Kayden natomiast jest chłopakiem, który każdy kolejny dzień był w stanie przetrwać zaciskając zęby, tłumiąc w sobie ból i bez mrugnięcia okiem spełniając polecenia innych. Czy te dwie, skrzywdzone dusze będą w stanie pomóc sobie nawzajem? Czy ich miłość będzie potrafiła uleczyć rany wywołane przez ludzi bliskich ich otoczeniu?

Historia Callie i Kaydena nie była dla mnie niespodzianką, odkrywając ich losy nie czułam się w żaden sposób zaskoczona, ponieważ już wcześniej poznałam ich przeszłość dzięki 7 części z serii „The Coincidence”, która opowiada o Secie i Greysonie, dalszych bohaterach tej historii (których kocham bezgranicznie, tak na marginesie). To tam dowiedziałam się o tym, co spotkało Callie i Kaydena, jednak szczerze przyznaję, iż nie żałuję tego, że ominął mnie ten element zaskoczenia. Czuję się maksymalnie usatysfakcjonowana tą książką, dlatego nie sądzę, żeby niewiedza o tych wydarzeniach jakoś zmieniła mój punkt widzenia na temat tej powieści czy sprawiła, żebym zakochała się w niej jeszcze bardziej (a to w ogóle możliwe?). Nawet dosyć szokujące zakończenie i ten gigantyczny cliffhanger, którym poczęstowała mnie autorka zbytnio nie wbił mnie w fotel, ponieważ 7 część wkracza znacznie dalej niż zakończenie tego tomu i doskonale wiem, co wydarzy się dalej. Pomimo jednak znajomości tych wszystkich informacji „Przypadki Callie i Kaydena” wciąż potrafiły nieźle mnie zaskoczyć, a smutek i brutalność tej historii porządnie wbić w fotel. 

Pamiętam, że gdy jakiś czas temu, jeszcze przed premierą tej książki w Polsce, zobaczyłam jej okładkę i tytuł, pomyślałam sobie: „Ja pierdzielę, ale tandeta, na pewno nie przeczytam” i uwierzcie mi, że bardziej nie mogłam się pomylić. Tej książce daleko do tandetności czy kiczowatości, ta historia jest tak piękna, że po zaledwie pięćdziesięciu stronach wiedziałam, że dodam ją do moich ulubionych książek. Jessica Sorensen nie stworzyła może wybitnie oryginalnej powieści, jednak udało jej się napisać książkę, która dostarczyła mi tak wielu emocji, że czytałam ją na przemian śmiejąc się i powstrzymując łzy napływające do oczu.

Przyznam szczerze, że idea tej książki przypomina mi nieco „Hopeless” Colleen Hoover. Z tą jednak różnicą, że recenzowana przeze mnie powieść jest bez porównania lepsza od grafomaństwa Colleen Hoover, z jakim miałam niewątpliwą nieprzyjemność się spotkać. Jessica Sorensen stworzyła jednak boleśnie piękną powieść, która prawdziwie mnie poruszyła. To nieprzesadzona historia, która w żadnym momencie nie wydała mi się naciągana czy nudna. Autorka ilość napięcia związanego z dramatem rozgrywanej historii świetnie rozładowuje dzięki znakomitemu humorowi poprzez dowcipne dialogi czy momentami naprawdę zabawne sytuacje, dzięki czemu czytelnik nie czuje się przytłoczony ilością ponurej atmosfery, która w tej powieści występuje.

Znakomitym atutem „Przypadków Callie i Kaydena” są bohaterowie, których autorka wykreowała wprost przecudownie! Pokochałam dosłownie wszystkich, choć przyznaję, że przez dosyć długi czas miałam problem z obdarzeniem sympatią Kaydena, którego jednak i tak ostatecznie udało mi się bardzo polubić. Pokochałam Callie, na początku niesamowicie skrytą, obdarzoną strachem i nieufnością dziewczynę, która z biegiem czasu zaczęła otwierać się na innych ludzi i na nowe doznania. Pokochałam Luke'a, przyjaciela Kaydena, którego bardzo chciałabym poznać bliżej i mam nadzieję, że będzie mi to dane w związku z innymi książkami tej serii. Najbardziej ze wszystkich postaci pokochałam jednak Setha, którego poznałam już wcześniej w związku z przeczytaniem 7 części tej serii pt. „Seth & Greyson”. To jedna z najukochańszych postaci literackich, z jakimi się spotkałam, bohater tego typu, którego miałabym ochotę otulić szczelnie kocem i zabezpieczyć przed całym złem tego świata, bohater, który zasługuje na znacznie więcej niż to, jaki spotkał go los. Najwspanialsza, zdecydowanie moja ulubiona postać z całej książki. Szczerze podziwiam Jessikę Sorensen za stworzenie tak różnorodnych postaci, których losy szczerze łamały mi serce, którym kibicowałam na każdym kroku i trzymałam kciuki za to, aby wszystko w ich życiach się ułożyło. 

„Przypadki Callie i Kaydena” to cudowna opowieść pokazująca, jak bardzo potrafią skrzywdzić nas osoby z pozoru nam najbliższe. Jak bardzo nie widzą naszej krzywdy inni ludzie lub - co jest jeszcze gorsze - jak usilnie starają się jej nie widzieć. Jessica Sorensen stworzyła powieść, której długo nie zapomnę, która będzie mi towarzyszyć jeszcze przez bardzo długi czas. Autorka wykreowała bohaterów, którzy stali się bardzo bliscy mojemu sercu, bohaterów, którzy zachwycają barwnością i różnorodnością swoich charakterów. Którzy są niezwykle realistyczni i których losy niesamowicie mnie poruszyły. Jestem pod naprawdę wielkim wrażeniem tej książki, mam więc nadzieję, że przeczytanie jej kontynuacji będzie mi dane jak najszybciej. No bo spójrzmy prawdzie w oczy, przy takim zakończeniu niesięgnięcie po kolejną część tej serii graniczy wręcz z cudem. 

Ocena: 9/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy opublikowany komentarz, opinia czytelników mojego bloga naprawdę wiele dla mnie znaczy i gorąco motywuje do dalszego pisania.